Ocknęłam się z
takim bólem głowy, jakbym co najmniej miała kaca. Przez dłuższą chwilę nie
otwierałam oczu. Jęcząc dźwignęłam się na łokciach i oparłam o jakąś ścianę.
Przetarłam dlońmi twarz i dopiero teraz otworzyłam oczy. I zobaczyłam... Sęk w
tym, że nic nie zobaczyłam. W pomieszczeniu panowały niemalże egipskie
ciemności, dosłownie. Nie widziłam swoich dłoni, a nawet nosa. Jak ja żałuję,
że nie mam swoich "starych oczu". Dotknęłam tego, na czym leżałam i
stwierdziłam, że to jest jakieś łóżko. Po chwili wszech obecną ciszę i ciemność
przegnało skrzypienie drzwi i osoba wchodząca do pokoju ze świeczką.
-Gdzie ja jestem?- warknęłam do Hikourou.
-U Orochimaru a gdzie?- postawił świeczkę na stoliczku obok mnie. Pokój zalało
ciepłe światło. Udało mi się dostrzec tylko łóżko, na którym obecnie siedzę,
stoliczek ze świeczką, stare biurko i chyba jeszcze starsze krzesło, na którym
usiadł demon. W pokoju rozległ się przeraźliwy zgrzut mebla. Z bólem wypisanym
na twarzy zasłoniłam oczy.
-Zejdź! Zejdź- zaczęłam krzyczeć na niego. Posłusznie wstał, a krzesło znow
zatrzeszczało. Krzyknęłam głośniej, dociskając do uszu dłonie.
-To gdzie niby mam siąść, co?- mruknął stając ze skrzyżowanymi na piersi
ramionami.
-Na ziemi, a gdzie? W końcu tam twoje miejsce- rzuciłam wciekle patrząc na
niego.
-Ha-ha...- mruknął i siadł obok mnie. Odsunęłam się od niego.
-Czego przyprowadziłeś mnie tutaj? Czemu zabrałeś mnie z Akatsuki?-
powiedziałam w końcu z wyrzutem w głosie.
-Nie mam zamiaru ci się z tego tłumaczyć- odparł i rozsiadł się bardziej.
Poderwałam się z łóżka, lecz szybko tego pożałowałam. Bowiem zaczęło mi się w
głowie straszliwie kręcić. Nogi stały się jak z waty i runęłam do przodu. W
ostatniej chwili Hikourou mnie złapał. Moja twarz zawisła kilka centymetrów na
zimną, kamienną podłogą. Demon podniósł mnie i usadził sobie na kolanach.
Warknęłam ostrzegawczo i zaczęłam się wyrywać.
-No uspokójże się- złapał mnie za nadgarstki. W zamian kopnęłam go w łydkę. Ten
tylko syknął, ale nie ustępował. W końcu po piętnastu minutach siłowania się z
demonem, opadłam z całkiem z sił.
-Jak chcesz, to śpij- szepnął mi na ucho.
-Nie- weszeptałam zacikając ręce w pięści. Poczułam jednak jak moja głowa opada
wolno nia pierś Hikourou, a oczy się zamykają- Kurde...
Zasnęłam na nowo.
Poczułam jak ktoś kładzie mi rękę na oczach. Złapałam tego kogoś za nadgarstek.
-Weź łapy- wymruczałam cicho i sciągnęłam dłoń z oczu, które otworzyłam. Szybko
je zamknęłam, bo było zbyt jasno- Co to ma być.
-Wstań- usłyszałam głos Hikourou. Pokręciłam głową, jednak ten złapał mnie pod
ręce i postawił na... trawie?! Otworzyłam -wolno- oczy i rozejrzałam się po
okolicy.
-Co to ma być do cholery?!- warknęłam
-Orochimaru chce zobaczyć na co się stać- mruknął wciąż mnie przytrzymując.
-A jak odmówię pokazu?
-Nie odmówisz- odwróciłam lekko głowę i ujrzałam jakiegoś srebrnowłosego
okularnika.
-A ty dzieciuchu dużo możesz- prychnęłam. Odepchnęłam od siebie Hikourou i
stanęłam sama na równych nogach. Przeciągnęłam się i ziewnęłam. Wzrok
przyzwyczaił mi się już do światła.
-Fajnie było, ale się skończyło- mruknęłam drapiąc się po głowie i odwróciłam
się do nich plecami i ruszyłam przed siebie. Zatrzymałam się jednak wpółkroku,
bo poczułam dziwną chakrę. Jakąś... znajomą. Spojrzałam na drzewa, które
majaczyły w oddali. Stał tam...
-Sasuke... - mruknęłam. Braciszek ruszył w moją stronę kładąc dłoń na rękojeści
swojego miecza.
-Nie wiem czego Orochimaru chce od ciebie, ale długo tutaj żywa nie pobędziesz-
usłyszałam jego głos i po chwili zniknął mi z oczu. W tym samym momencie
poczułam na gardle chłód metalu.
-Poddaj się teraz, to będzie mniej bolało.
Zaśmiałam się.
-Nie przecieniasz się aby braciszku?- odparłam odwracając lekko głowę. Kątem
oka spojrzałam na niego. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Złapałam za
klingę gołą ręką i odciągnęłam ją od szyi. Odeszłam od niego kilka kroków i,
dalej stojąc do niego plecami, zacżęłam się ponownie rozciągać.
-Czemu tak w ogóle chcesz mnie zabić? Co ja ci takiego zrobiłam... braciszku?-
uśmiechnęłam się lekko. Wykonałam pieczęćie i znów ziewnęłam- A co zrobisz,
jeśli to ja ciebie zabiję? O, przepraszam. Nic nie zrobisz bo będziesz martwy.
Zaśmiałam się jeszcze i ruszyłam na niego, wolnym stanowczym krokiem. Drgnął
lekko i znów zniknął mi z pola widzenia.Odwróciłam się błyskawicznie,
przewidując jego atak i zblokowałam miecz, który zaledwie musnął mi policzek.
Wolną rękę wyciągnęłam i złapałam Sasuke za koszulę, przy okazji przejeżdżąjąc
szponami po piersi. Cofnął miecz i przyjrzał mi się dokładniej. Nie zwracał
uwagi na krew, która spływała po skórze, plamiąc biały materiał koszuli.
Przychnęłam.
Ocknęłam się z
takim bólem głowy, jakbym co najmniej miała kaca. Przez dłuższą chwilę nie
otwierałam oczu. Jęcząc dźwignęłam się na łokciach i oparłam o jakąś ścianę.
Przetarłam dlońmi twarz i dopiero teraz otworzyłam oczy. I zobaczyłam... Sęk w
tym, że nic nie zobaczyłam. W pomieszczeniu panowały niemalże egipskie
ciemności, dosłownie. Nie widziłam swoich dłoni, a nawet nosa. Jak ja żałuję,
że nie mam swoich "starych oczu". Dotknęłam tego, na czym leżałam i
stwierdziłam, że to jest jakieś łóżko. Po chwili wszech obecną ciszę i ciemność
przegnało skrzypienie drzwi i osoba wchodząca do pokoju ze świeczką.
-Gdzie ja jestem?- warknęłam do Hikourou.
-U Orochimaru a gdzie?- postawił świeczkę na stoliczku obok mnie. Pokój zalało
ciepłe światło. Udało mi się dostrzec tylko łóżko, na którym obecnie siedzę,
stoliczek ze świeczką, stare biurko i chyba jeszcze starsze krzesło, na którym
usiadł demon. W pokoju rozległ się przeraźliwy zgrzut mebla. Z bólem wypisanym
na twarzy zasłoniłam oczy.
-Zejdź! Zejdź- zaczęłam krzyczeć na niego. Posłusznie wstał, a krzesło znow
zatrzeszczało. Krzyknęłam głośniej, dociskając do uszu dłonie.
-To gdzie niby mam siąść, co?- mruknął stając ze skrzyżowanymi na piersi
ramionami.
-Na ziemi, a gdzie? W końcu tam twoje miejsce- rzuciłam wciekle patrząc na
niego.
-Ha-ha...- mruknął i siadł obok mnie. Odsunęłam się od niego.
-Czego przyprowadziłeś mnie tutaj? Czemu zabrałeś mnie z Akatsuki?-
powiedziałam w końcu z wyrzutem w głosie.
-Nie mam zamiaru ci się z tego tłumaczyć- odparł i rozsiadł się bardziej.
Poderwałam się z łóżka, lecz szybko tego pożałowałam. Bowiem zaczęło mi się w
głowie straszliwie kręcić. Nogi stały się jak z waty i runęłam do przodu. W
ostatniej chwili Hikourou mnie złapał. Moja twarz zawisła kilka centymetrów na
zimną, kamienną podłogą. Demon podniósł mnie i usadził sobie na kolanach.
Warknęłam ostrzegawczo i zaczęłam się wyrywać.
-No uspokójże się- złapał mnie za nadgarstki. W zamian kopnęłam go w łydkę. Ten
tylko syknął, ale nie ustępował. W końcu po piętnastu minutach siłowania się z
demonem, opadłam z całkiem z sił.
-Jak chcesz, to śpij- szepnął mi na ucho.
-Nie- weszeptałam zacikając ręce w pięści. Poczułam jednak jak moja głowa opada
wolno nia pierś Hikourou, a oczy się zamykają- Kurde...
Zasnęłam na nowo.
Poczułam jak ktoś kładzie mi rękę na oczach. Złapałam tego kogoś za nadgarstek.
-Weź łapy- wymruczałam cicho i sciągnęłam dłoń z oczu, które otworzyłam. Szybko
je zamknęłam, bo było zbyt jasno- Co to ma być.
-Wstań- usłyszałam głos Hikourou. Pokręciłam głową, jednak ten złapał mnie pod
ręce i postawił na... trawie?! Otworzyłam -wolno- oczy i rozejrzałam się po
okolicy.
-Co to ma być do cholery?!- warknęłam
-Orochimaru chce zobaczyć na co się stać- mruknął wciąż mnie przytrzymując.
-A jak odmówię pokazu?
-Nie odmówisz- odwróciłam lekko głowę i ujrzałam jakiegoś srebrnowłosego
okularnika.
-A ty dzieciuchu dużo możesz- prychnęłam. Odepchnęłam od siebie Hikourou i
stanęłam sama na równych nogach. Przeciągnęłam się i ziewnęłam. Wzrok
przyzwyczaił mi się już do światła.
-Fajnie było, ale się skończyło- mruknęłam drapiąc się po głowie i odwróciłam
się do nich plecami i ruszyłam przed siebie. Zatrzymałam się jednak wpółkroku,
bo poczułam dziwną chakrę. Jakąś... znajomą. Spojrzałam na drzewa, które
majaczyły w oddali. Stał tam...
-Sasuke... - mruknęłam. Braciszek ruszył w moją stronę kładąc dłoń na rękojeści
swojego miecza.
-Nie wiem czego Orochimaru chce od ciebie, ale długo tutaj żywa nie pobędziesz-
usłyszałam jego głos i po chwili zniknął mi z oczu. W tym samym momencie
poczułam na gardle chłód metalu.
-Poddaj się teraz, to będzie mniej bolało.
Zaśmiałam się.
-Nie przecieniasz się aby braciszku?- odparłam odwracając lekko głowę. Kątem
oka spojrzałam na niego. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Złapałam za
klingę gołą ręką i odciągnęłam ją od szyi. Odeszłam od niego kilka kroków i,
dalej stojąc do niego plecami, zacżęłam się ponownie rozciągać.
-Czemu tak w ogóle chcesz mnie zabić? Co ja ci takiego zrobiłam... braciszku?-
uśmiechnęłam się lekko. Wykonałam pieczęćie i znów ziewnęłam- A co zrobisz,
jeśli to ja ciebie zabiję? O, przepraszam. Nic nie zrobisz bo będziesz martwy.
Zaśmiałam się jeszcze i ruszyłam na niego, wolnym stanowczym krokiem. Drgnął
lekko i znów zniknął mi z pola widzenia.Odwróciłam się błyskawicznie,
przewidując jego atak i zblokowałam miecz, który zaledwie musnął mi policzek.
Wolną rękę wyciągnęłam i złapałam Sasuke za koszulę, przy okazji przejeżdżąjąc
szponami po piersi. Cofnął miecz i przyjrzał mi się dokładniej. Nie zwracał
uwagi na krew, która spływała po skórze, plamiąc biały materiał koszuli. Czemu to ma tak w ogóle służyć? Ja wolę stąd wiać do Akasiów! >< " Odwróciłam głowę i spojrzałam tam gdzie stał ten okularnik, Hikourou i... Orochimaru. Stanęłam jak wryta.
-Twój ostatni błąd gówniaro!- warknął Sasuke i nim zdołałam zablokować jego cios, bądź chociażby złagogodzić uderzenie, rąbnęłam z impetem w drzewo. Przez dłuższą chwilę widziałam ciemność... i światełko, które zaczęło się przybliżać.
Warknęłam z bólu. W ustach czułam metaliczny posmak krwi. Czym prędzej ją wyplułam i otarłam usta. Teraz... STRZEŻ SIĘ SASUKE!! Ruszyłam na niego z kopyta mając jeden cek- pozbawić chłopaka życia. Jednak mimo tych chęci raz za razem obrywałam, ale już na szczęście nie tak mocno...
Za dziesiątym razem nie miałam już sił. Byłam cała poobijana i we krwi. Żeby nie było to nie była tylko moja krew. Sasuke też się parę razy nieźle oberwało. Miał poszarpaną całą lewą rękę i głęboki ślad biegnący od prawego ramienia do lewego boku. Splunęłam na ziemię i przetarłam dłonią oczy. Czułam się bardzo zmęczona. Nogi ledwo mnie utrzymywały. Miałam wrażenie, że zaraz zasnę, na stojąco, albo zwinę się na ziemi w kłębek. Głowa zaczęła mi się lekko kiwać w przód i w tył. Cofnęłam jedną nogę dla zachowania jako takiej równowagi. Zwróciłam głowę w stronę Hikorou. Ten jakby czytając mi w myślach ruszył w moją stronę. Ledwo stłumiłam ziewnięcie.
-Koniec walki na dziś- oznajmił demon.
-A ty kim jesteś do cholery?- warknął Sasukne przestępując krok w moją stronę.
-Demonem... klanu Uchiha- odparł prosto z mostu- odparł prosto z mostu.
Chłopak prychnął.
-Takie bajki to se możesz wciskać pięcioletniemu dziecku, nie mi.
-Nie sądzisz, że się nieco wywyższasz... braciszku?- wtrąciłam się do rozmowy- Myślisz, że z tą swoją siłą jesteś w stanie zabić... Itachiego?
Drgnął lekko i błyskawicznie stanął tuż przede mną, łapiąc mnie za gardło i unosząc.
-Po pierwsze- warknął i zacisnął mocniej palce na mojej szyi- nie wypowiadaj nigdy przy mnie tego imienia. Po drugie nie nazywaj mnie braciszkiem, bo nim nie jestem.
Zwolnił uścisk, a ja wylądowałam na nogach, a sekundę później na kolanach.