K s i ę g a

.:Zobacz:.
.:Wpisz się:.


A r c h i w u m

2009
listopad
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień



L i n k i

Moja twórczość Oo"
Oceny Na współę z koleżanką
Obrazki M&A
Hikari
Riuki Na onecie przeniesiony -> Wchodzić i komentować ^^

Sondy
Co myślisz o moim blogu?

Blogi
Sakari
Akane
Keshi
Sayame, Ayuuni i Chirocko
Akiko
Hidoi
Kiara
Euphoria
Fushigianime
Kanji
Daridevil
Kate
Atiasha
Yuka Yoshida
Kayro
Aiko
Drathe
zakręcona-mama
Sarna
Cassidy


| Lay&html by Kate tylko dla Miruko |










2009-11-01 21:37:14 >> Rodział 54

MINNAAA ;***  Daisukiiii ;*** no nie mogłam jakoś wytrzymać bez tego Q.Q Bez mojej mimi XD i sasorka ^_^ ale już nie oglądam naruto... przejadło mi się tym wszystkim ;x z tego robi się już tasiemiec D:
No ale łorever, ja tu nie o tym gadam.

TO ŻE NAPISAŁAM TEN ROZDZIAŁ NIE OZNACZA ŻE DO KOŃCA ODWIESZAM BLOGA.

Ach i bd taki malutki odskok od tego co było w ostatnim rozdziale. O mniej więcej jednen.... rok? :> XD bo nie chce mi się pisać X notek... XD
DLA KAGE-SAMA XD
_________________________

Na przemian zaciskałam dłoń w pięść, to ją otwierałam. W tym momencie słyszałam ciche strzykanie w każdym z palców. Przez ten cholerny rok przeżyłam całą masę złamać... Bark, noga lewa prawa, piszczel lewy prawy. Kostki, nadgarstki... Tylko jeszcze kark ostał cały. A o żebrach to już nawet nie wspomnę. Każde poszło mi z co najmniej dwa, a nawet i trzy razy. A nie jeżdżę tylko jeszcze na wózku przez Kabuto, który za każdym razem leci i mi leczy rany.
Hmm... A zgadnijcie kto mi to robi? Bingo! Sasuke. Taaa... no ale, żeby nie było, że jestem totalną ofiarą, to jemu też się nie raz solidnie oberwało. Raz jak mnie wkurzył, jak nigdy, do tak go zaczęłam zapamiętale okładać pięściami, że mnie musieli z niego ściągać siłą. Dupska z łóżka nie ruszył przez dwa tygodnie! Orochimaru myślał, że już go stracił ;>
- Jak się czuje moja Hime? - podniosłam wzrok i rzuciłam gniewne spojrzenie na wysokiego, czarnowłosego chłopaka o złotych oczach. Zaczął tak na mnie wołać od tamtej akcji z Sasuke.
- Daj mi spokój - burknęłam i wstałam. Podeszłam do niego i lekko poklepałam po policzku. - Mam już opracowany w 100% doskonały plan ucieczki.
- Czyżby? - położył mi ręce na plecach - A co jeśli ja się nie zgodzę?
- Zgodzisz się - uśmiechnęłam się zadziornie.
- Na jakiej podstawie wysnuwasz takie wnioski?
- Zgodzisz się - powtórzyłam ciszej i oparłam głowę na jego piersi. Wzdrygnął się lekko i jakby chciał się cofnąć.
Przytrzymałam go jednak przy sobie.
- Skąd ta nagła zmiana nastawienia? - zapytał cicho spoglądając na sufit. Wprostowałam się i stanęłam na palcach. Dotknęłam opuszkami palców jego policzka.
- Zgodzisz się? - wyszeptałam cichutko przybliżając się jeszcze bardziej do niego, tak że niemalże stykaliśmy się już nosami. Musnęłam czym prędzej jego usta. Puśił mnie, a ja rypsnęłam na podłogę. Ja czym prędzej otarłam usta. Fuj, ble, fuj! ><" Dźwignęłam się na nogi i otrzepałam cztery litery.
- No to zgodzisz się? - powiedziałam w końcu dźwigając się na nogi.
- Co to miało być? - pochylił się do mnie. Wywróciłam tylko oczami.
- Dobrze, zgodzę się, ale to ma być ostatni raz - mruknął cicho.
- Wiedziałam! - wyszczerzyłam zęby w szyderczym uśmieszku.
- Wymyśliłaś to od początku?
Skinęłam głową.
- Wiedziałaś, że się zgodzę?
Pokiwałam głową.
- Nie sądzisz, że mogę teraz rządać odszkodowania?
- Że niby co? - wystawiłam mu język.
- Że niby to - zniknął mi z pola widzenia i stanąłza mną.  Owinął łapska wokół mnie  i oparł na chwilę  brodę  na moim ramieniu.
- Na przyszłość nie bądź taka chytra, bo nie wyjdzie ci to na korzyść.
- To ma być to twoje odszkodowanie? - syknęłam próbując się wykręcić. Niespodziewanie odwrócił mnie twarzą do siebie i pocałował mnie w czoło. Skrzywiłam się.
- Coś ci nie wyszło bycie uwodzicielką - zaśmiał się i puścił mnie. - Musisz być na prawdę zdesperowana, by przez pocałunek zmuszać mnie do zgody co?
Zacisnęłam dłonie w pięści i ruszyłam w stronę drzwi.
- Będziesz mi to teraz wypominał? - burknęłam.
- Moje Hime jest teraz zła, bo nie wyszło jej na sucho?
- Skończ z tą Hime, bo mnie szlag po prostu trafia! ><"
- No nie złość się. Pomyśl, że zawsze mogło się to źle skończyć, niż na niewinnym całsusie w czółko.

_________

- No to na czym polega twój jakże błyskotliwy plan, Hime? - objął mnie ramieniem, ale ja czym prędzej się wywinęłam i odeszłam od niego o dwa metry. Szliśmy ciemnym korytarzem, bez rzadnej świeczki, czy czegoś w tym rodzaju. Nic tylko wielka, nieprzenikniona ciemność. Cudownie.
- Nie chcę cię martwić, ale tym całusem dałaś mi przyzwolenie na...
- Na to, że możesz mnei całować, kiedy tylko ci się żywnie podoba? Zapomnij. A mój błyskotliwy plan polega na tym, żeby wyjść głównym wyjściem - odparłam z wyższością. Za sobą usłyszałam, jakby Hikorou się potknął i o mało nie wyłożył na ziemi.
- Jesteś pewna, że to dobry pomysł?
- Oczywiście. Nigdy nikt nie stoi przy głównym wyjściu. Nigdy. Na filmach widziałam.
- Zginiemy... - szepnął cicho.

_________
Mimo wszystko bez najmniejszego problemu wyszliśmy z tej dziury, co aż mnie zdziwiło, żadnego strażnika, ani nic. Tylko od czasu do czasu czułam uderzenia chakry,a tak to zupełnie nic. Z wolna zaczynało się już ściemniać. Śnieg skrzypiał cicho pod stopami, a ja marzłam. Myślałam, że jest środek lata... a tu środek zimy. Śnieg wydawał się być taki jak rok temu.
- Jeśli się pośpieszymy, to trafimy do Akatsuki najpóźniej nad ranem.
- Akatsuki... - wyszeptałam. Tak dawno nie słyszana nazwa, niemalże o niej zapomniałam. Jednak w tym momencie wszystkie wspomnienia we mnie odżyły.
- Zabiję Hidana - wycedziłam przez zęby i wskoczyłam na drzewo ruszając z kopyta. Nie mam zamiaru tyle czekać. Oj niee...

_________

Czułam się wycieńczona jak nigdy, gdy padłam na ziemię przez zamarzniętym wodospadem. Był on jednym z tajnych wejść do głównej siedziby. Czułam jakby mi nogi miały za chwilę odpaść. O ironio! Nie mam nawet sił by wleźć do środka! Próbowałam się ponownie dźwignąć, ale nogi rozjeżdzały mi się w przeciwne strony.
- Nie wejdę i zamarznęęę! - zaczęłam jęczęć tłukąc pięściami w śnieg. Dawno było już po północy i tylko księżyc oświetlał pobliskie drzewa i mnie.
- Mam cię zanieść - Hikorou pochylił się nade mną i dotknął lekko czubka głowy. W pierwszej chwili chciałam wrzasnąć, że nie ale... Nie mam zamiaru dłużej leżeć na ziemi. Skinęłam lekko głową i w mgnieniu oka znalazłam się na jego rękach.
- Szybkiś - mruknęłam cicho. Czułam jak głowa opada mi na ramię, a oczy z wolna się zamykają.
- Śpij - szepnął cicho. Nie miałam zamiaru się im sprzeciwiać. Błyskawicznie zasnęłam.

_________

Poczułam przyjemny zapach drewna. Mimowolnie na mojej twarzy zajaśniał nikły uśmieszek. Kolejny piękny sen, z którego nie chciałam się budzić, a jednak musiałam. Z truden otworzyłam oczy i aż spadłam na podłogę. Zapach drewna, nie był snem! Byłam naprawdę w pokoju jednego z akatsuków. Nie sposób było się nie domyślić czyim?
- Sasori, gdzie jesteś?! - wybełkotałam jeszcze na wpół śniąca. Pokój był jednak pusty. Spojrzałam przez okno, słońce było już wysoko na bladym niebie. Na pewno wszyscy są w kuchni i jedzą cośkolwiek, a ja tutaj śpię.
Dla dodania sobie pewności poszczypałam się po rękach. Ból był jak najprawdziwszy. Poderwałam się z łóżka i od razu zamotałam się w kołdrę, którą byłam szczelnie okryta. Runęłam z głośnym łoskotem na podłogę. Jak zawsze!


_________________
bueeee ide spać XD

skomentuj (6)




2009-08-25 11:50:15 >> Smutna prawda

Mimi-chan jest bez mocy D: pomysły mam, ale chęci do blogowania wynoszą ziroł procent. Nie mam też siły czytać... ;|
Powróciłam do grania w RPG, plus to książkę piszę. I se marzę, jakby to fajnie było pograć w Final Fantasy albo Kingdom Hearts, o czym mogę po prostu zapomnieć, co sprawia, że mnie szlag trafia, i odechciewa się czegokolwiek. O psp też mogę zapomnie. -___-" sama uzbieram za ileśset lat, a moja mama cytuję 'po co ci to? pobawisz się dzień dwa i pójdzie w kąt' T.T

I chyba muszę to powiedzieć, choć wielce niechętnie... Z A W I E S Z A M   B L O G A. Tak, tak, smutna prawda. To koniec na jakiś czas. Będzie mi was brakować.
 *wzdycha*

Sayonara.

skomentuj (6)




2009-06-29 21:14:19 >> Rozdział 53

Ocknęłam się z takim bólem głowy, jakbym co najmniej miała kaca. Przez dłuższą chwilę nie otwierałam oczu. Jęcząc dźwignęłam się na łokciach i oparłam o jakąś ścianę. Przetarłam dlońmi twarz i dopiero teraz otworzyłam oczy. I zobaczyłam... Sęk w tym, że nic nie zobaczyłam. W pomieszczeniu panowały niemalże egipskie ciemności, dosłownie. Nie widziłam swoich dłoni, a nawet nosa. Jak ja żałuję, że nie mam swoich "starych oczu". Dotknęłam tego, na czym leżałam i stwierdziłam, że to jest jakieś łóżko. Po chwili wszech obecną ciszę i ciemność przegnało skrzypienie drzwi i osoba wchodząca do pokoju ze świeczką.
-Gdzie ja jestem?- warknęłam do Hikourou.
-U Orochimaru a gdzie?- postawił świeczkę na stoliczku obok mnie. Pokój zalało ciepłe światło. Udało mi się dostrzec tylko łóżko, na którym obecnie siedzę, stoliczek ze świeczką, stare biurko i chyba jeszcze starsze krzesło, na którym usiadł demon. W pokoju rozległ się przeraźliwy zgrzut mebla. Z bólem wypisanym na twarzy zasłoniłam oczy.
-Zejdź! Zejdź- zaczęłam krzyczeć na niego. Posłusznie wstał, a krzesło znow zatrzeszczało. Krzyknęłam głośniej, dociskając do uszu dłonie.
-To gdzie niby mam siąść, co?- mruknął stając ze skrzyżowanymi na piersi ramionami.
-Na ziemi, a gdzie? W końcu tam twoje miejsce- rzuciłam wciekle patrząc na niego.
-Ha-ha...- mruknął i siadł obok mnie. Odsunęłam się od niego.
-Czego przyprowadziłeś mnie tutaj? Czemu zabrałeś mnie z Akatsuki?- powiedziałam w końcu z wyrzutem w głosie.
-Nie mam zamiaru ci się z tego tłumaczyć- odparł i rozsiadł się bardziej. Poderwałam się z łóżka, lecz szybko tego pożałowałam. Bowiem zaczęło mi się w głowie straszliwie kręcić. Nogi stały się jak z waty i runęłam do przodu. W ostatniej chwili Hikourou mnie złapał. Moja twarz zawisła kilka centymetrów na zimną, kamienną podłogą. Demon podniósł mnie i usadził sobie na kolanach. Warknęłam ostrzegawczo i zaczęłam się wyrywać.
-No uspokójże się- złapał mnie za nadgarstki. W zamian kopnęłam go w łydkę. Ten tylko syknął, ale nie ustępował. W końcu po piętnastu minutach siłowania się z demonem, opadłam z całkiem z sił.
-Jak chcesz, to śpij- szepnął mi na ucho.
-Nie- weszeptałam zacikając ręce w pięści. Poczułam jednak jak moja głowa opada wolno nia pierś Hikourou, a oczy się zamykają- Kurde...
Zasnęłam na nowo.

Poczułam jak ktoś kładzie mi rękę na oczach. Złapałam tego kogoś za nadgarstek.
-Weź łapy- wymruczałam cicho i sciągnęłam dłoń z oczu, które otworzyłam. Szybko je zamknęłam, bo było zbyt jasno- Co to ma być.
-Wstań- usłyszałam głos Hikourou. Pokręciłam głową, jednak ten złapał mnie pod ręce i postawił na... trawie?! Otworzyłam -wolno- oczy i rozejrzałam się po okolicy.
-Co to ma być do cholery?!- warknęłam
-Orochimaru chce zobaczyć na co się stać- mruknął wciąż mnie przytrzymując.
-A jak odmówię pokazu?
-Nie odmówisz- odwróciłam lekko głowę i ujrzałam jakiegoś srebrnowłosego okularnika.
-A ty dzieciuchu dużo możesz- prychnęłam. Odepchnęłam od siebie Hikourou i stanęłam sama na równych nogach. Przeciągnęłam się i ziewnęłam. Wzrok przyzwyczaił mi się już do światła.
-Fajnie było, ale się skończyło- mruknęłam drapiąc się po głowie i odwróciłam się do nich plecami i ruszyłam przed siebie. Zatrzymałam się jednak wpółkroku, bo poczułam dziwną chakrę. Jakąś... znajomą. Spojrzałam na drzewa, które majaczyły w oddali. Stał tam...
-Sasuke... - mruknęłam. Braciszek ruszył w moją stronę kładąc dłoń na rękojeści swojego miecza.
-Nie wiem czego Orochimaru chce od ciebie, ale długo tutaj żywa nie pobędziesz- usłyszałam jego głos i po chwili zniknął mi z oczu. W tym samym momencie poczułam na gardle chłód metalu.
-Poddaj się teraz, to będzie mniej bolało.
Zaśmiałam się.
-Nie przecieniasz się aby braciszku?- odparłam odwracając lekko głowę. Kątem oka spojrzałam na niego. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Złapałam za klingę gołą ręką i odciągnęłam ją od szyi. Odeszłam od niego kilka kroków i, dalej stojąc do niego plecami, zacżęłam się ponownie rozciągać.
-Czemu tak w ogóle chcesz mnie zabić? Co ja ci takiego zrobiłam... braciszku?- uśmiechnęłam się lekko. Wykonałam pieczęćie i znów ziewnęłam- A co zrobisz, jeśli to ja ciebie zabiję? O, przepraszam. Nic nie zrobisz bo będziesz martwy.
Zaśmiałam się jeszcze i ruszyłam na niego, wolnym stanowczym krokiem. Drgnął lekko i znów zniknął mi z pola widzenia.Odwróciłam się błyskawicznie, przewidując jego atak i zblokowałam miecz, który zaledwie musnął mi policzek. Wolną rękę wyciągnęłam i złapałam Sasuke za koszulę, przy okazji przejeżdżąjąc szponami po piersi. Cofnął miecz i przyjrzał mi się dokładniej. Nie zwracał uwagi na krew, która spływała po skórze, plamiąc biały materiał koszuli. Przychnęłam.

Ocknęłam się z takim bólem głowy, jakbym co najmniej miała kaca. Przez dłuższą chwilę nie otwierałam oczu. Jęcząc dźwignęłam się na łokciach i oparłam o jakąś ścianę. Przetarłam dlońmi twarz i dopiero teraz otworzyłam oczy. I zobaczyłam... Sęk w tym, że nic nie zobaczyłam. W pomieszczeniu panowały niemalże egipskie ciemności, dosłownie. Nie widziłam swoich dłoni, a nawet nosa. Jak ja żałuję, że nie mam swoich "starych oczu". Dotknęłam tego, na czym leżałam i stwierdziłam, że to jest jakieś łóżko. Po chwili wszech obecną ciszę i ciemność przegnało skrzypienie drzwi i osoba wchodząca do pokoju ze świeczką.
-Gdzie ja jestem?- warknęłam do Hikourou.
-U Orochimaru a gdzie?- postawił świeczkę na stoliczku obok mnie. Pokój zalało ciepłe światło. Udało mi się dostrzec tylko łóżko, na którym obecnie siedzę, stoliczek ze świeczką, stare biurko i chyba jeszcze starsze krzesło, na którym usiadł demon. W pokoju rozległ się przeraźliwy zgrzut mebla. Z bólem wypisanym na twarzy zasłoniłam oczy.
-Zejdź! Zejdź- zaczęłam krzyczeć na niego. Posłusznie wstał, a krzesło znow zatrzeszczało. Krzyknęłam głośniej, dociskając do uszu dłonie.
-To gdzie niby mam siąść, co?- mruknął stając ze skrzyżowanymi na piersi ramionami.
-Na ziemi, a gdzie? W końcu tam twoje miejsce- rzuciłam wciekle patrząc na niego.
-Ha-ha...- mruknął i siadł obok mnie. Odsunęłam się od niego.
-Czego przyprowadziłeś mnie tutaj? Czemu zabrałeś mnie z Akatsuki?- powiedziałam w końcu z wyrzutem w głosie.
-Nie mam zamiaru ci się z tego tłumaczyć- odparł i rozsiadł się bardziej. Poderwałam się z łóżka, lecz szybko tego pożałowałam. Bowiem zaczęło mi się w głowie straszliwie kręcić. Nogi stały się jak z waty i runęłam do przodu. W ostatniej chwili Hikourou mnie złapał. Moja twarz zawisła kilka centymetrów na zimną, kamienną podłogą. Demon podniósł mnie i usadził sobie na kolanach. Warknęłam ostrzegawczo i zaczęłam się wyrywać.
-No uspokójże się- złapał mnie za nadgarstki. W zamian kopnęłam go w łydkę. Ten tylko syknął, ale nie ustępował. W końcu po piętnastu minutach siłowania się z demonem, opadłam z całkiem z sił.
-Jak chcesz, to śpij- szepnął mi na ucho.
-Nie- weszeptałam zacikając ręce w pięści. Poczułam jednak jak moja głowa opada wolno nia pierś Hikourou, a oczy się zamykają- Kurde...
Zasnęłam na nowo.

Poczułam jak ktoś kładzie mi rękę na oczach. Złapałam tego kogoś za nadgarstek.
-Weź łapy- wymruczałam cicho i sciągnęłam dłoń z oczu, które otworzyłam. Szybko je zamknęłam, bo było zbyt jasno- Co to ma być.
-Wstań- usłyszałam głos Hikourou. Pokręciłam głową, jednak ten złapał mnie pod ręce i postawił na... trawie?! Otworzyłam -wolno- oczy i rozejrzałam się po okolicy.
-Co to ma być do cholery?!- warknęłam
-Orochimaru chce zobaczyć na co się stać- mruknął wciąż mnie przytrzymując.
-A jak odmówię pokazu?
-Nie odmówisz- odwróciłam lekko głowę i ujrzałam jakiegoś srebrnowłosego okularnika.
-A ty dzieciuchu dużo możesz- prychnęłam. Odepchnęłam od siebie Hikourou i stanęłam sama na równych nogach. Przeciągnęłam się i ziewnęłam. Wzrok przyzwyczaił mi się już do światła.
-Fajnie było, ale się skończyło- mruknęłam drapiąc się po głowie i odwróciłam się do nich plecami i ruszyłam przed siebie. Zatrzymałam się jednak wpółkroku, bo poczułam dziwną chakrę. Jakąś... znajomą. Spojrzałam na drzewa, które majaczyły w oddali. Stał tam...
-Sasuke... - mruknęłam. Braciszek ruszył w moją stronę kładąc dłoń na rękojeści swojego miecza.
-Nie wiem czego Orochimaru chce od ciebie, ale długo tutaj żywa nie pobędziesz- usłyszałam jego głos i po chwili zniknął mi z oczu. W tym samym momencie poczułam na gardle chłód metalu.
-Poddaj się teraz, to będzie mniej bolało.
Zaśmiałam się.
-Nie przecieniasz się aby braciszku?- odparłam odwracając lekko głowę. Kątem oka spojrzałam na niego. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Złapałam za klingę gołą ręką i odciągnęłam ją od szyi. Odeszłam od niego kilka kroków i, dalej stojąc do niego plecami, zacżęłam się ponownie rozciągać.
-Czemu tak w ogóle chcesz mnie zabić? Co ja ci takiego zrobiłam... braciszku?- uśmiechnęłam się lekko. Wykonałam pieczęćie i znów ziewnęłam- A co zrobisz, jeśli to ja ciebie zabiję? O, przepraszam. Nic nie zrobisz bo będziesz martwy.
Zaśmiałam się jeszcze i ruszyłam na niego, wolnym stanowczym krokiem. Drgnął lekko i znów zniknął mi z pola widzenia.Odwróciłam się błyskawicznie, przewidując jego atak i zblokowałam miecz, który zaledwie musnął mi policzek. Wolną rękę wyciągnęłam i złapałam Sasuke za koszulę, przy okazji przejeżdżąjąc szponami po piersi. Cofnął miecz i przyjrzał mi się dokładniej. Nie zwracał uwagi na krew, która spływała po skórze, plamiąc biały materiał koszuli. Czemu to ma tak w ogóle służyć? Ja wolę stąd wiać do Akasiów! >< " Odwróciłam głowę i spojrzałam tam gdzie stał ten okularnik, Hikourou i... Orochimaru. Stanęłam jak wryta.
-Twój ostatni błąd gówniaro!- warknął Sasuke i nim zdołałam zablokować jego cios, bądź chociażby złagogodzić uderzenie, rąbnęłam z impetem w drzewo. Przez dłuższą chwilę widziałam ciemność... i światełko, które zaczęło się przybliżać.
Warknęłam z bólu. W ustach czułam metaliczny posmak krwi. Czym prędzej ją wyplułam i otarłam usta. Teraz... STRZEŻ SIĘ SASUKE!! Ruszyłam na niego z kopyta mając jeden cek- pozbawić chłopaka życia. Jednak mimo tych chęci raz za razem obrywałam, ale już na szczęście nie tak mocno...

Za dziesiątym razem nie miałam już sił. Byłam cała poobijana i we krwi. Żeby nie było to nie była tylko moja krew. Sasuke też się parę razy nieźle oberwało. Miał poszarpaną całą lewą rękę i głęboki ślad biegnący od prawego ramienia do lewego boku. Splunęłam na ziemię i przetarłam dłonią oczy. Czułam się bardzo zmęczona. Nogi ledwo mnie utrzymywały. Miałam wrażenie, że zaraz zasnę, na stojąco, albo zwinę się na ziemi w kłębek. Głowa zaczęła mi się lekko kiwać w przód i w tył. Cofnęłam jedną nogę dla zachowania jako takiej równowagi. Zwróciłam głowę w stronę Hikorou. Ten jakby czytając mi w myślach ruszył w moją stronę. Ledwo stłumiłam ziewnięcie.
-Koniec walki na dziś- oznajmił demon.
-A ty kim jesteś do cholery?- warknął Sasukne przestępując krok w moją stronę.
-Demonem... klanu Uchiha- odparł prosto z mostu- odparł prosto z mostu.
Chłopak prychnął.
-Takie bajki to se możesz wciskać pięcioletniemu dziecku, nie mi.
-Nie sądzisz, że się nieco wywyższasz... braciszku?- wtrąciłam się do rozmowy- Myślisz, że z tą swoją siłą jesteś w stanie zabić... Itachiego?
Drgnął lekko i błyskawicznie stanął tuż przede mną, łapiąc mnie za gardło i unosząc.
-Po pierwsze- warknął i zacisnął mocniej palce na mojej szyi- nie wypowiadaj nigdy przy mnie tego imienia. Po drugie nie nazywaj mnie braciszkiem, bo nim nie jestem.
Zwolnił uścisk, a ja wylądowałam na nogach, a sekundę później na kolanach.


skomentuj (16)